Kim jestem i o co chodzi?

Nazywam się Robert Janeczek, mieszkam w okolicach Częstochowy, gdzie produkowałem olej. Moją firmę doprowadzili do bankructwa urzędnicy skarbowi. Udało mi się przetrwać i ochronić dobre imię. Firmy jednak nie odzyskałem. Teraz moja pora, aby skarżyć urzędników o odszkodowanie. Biegli obliczyli moje roszczenia na ok 40 milionów zł i na takie odszkodowanie mogę liczyć. Sprawa jest dość pewna. Kilka kancelarii zgodziło się poprowadzić ją w zamian za udział w odszkodowaniu inwestując własne pieniądze w ekspertyzy. Aby jednak do procesu i odszkodowania doszło potrzebuję pomocy.


Albo pozew, albo praca

Wszystko ładnie i pięknie, ale proces z Państwem będzie trwał minimum 3 lata. Przez te 3 lata muszę z czegoś żyć. Nie myślcie sobie, że jestem jakimś lewusem. Byłem komandosem, jestem silny i zdrowy. Przed założeniem firmy pracowałem w Holandii i kierując brygadą budowlaną zarabiałem bardzo dobrze. Jestem bardzo cenionym specjalistą w budowie dachu z trzciny. Jestem w stanie w ciągu kilku dni znaleźć bardzo dobrze płatną pracę. Firma z Holandii raz na jakiś czas dzwoni i namawia mnie do tego. Jednak to wiązałoby się z odpuszczeniem urzędnikom tych 40 milionów.

Przez ostatnie kilka lat przychodzi do mnie po kilkanaście listów poleconych z różnych sądów i urzędów miesięcznie. Na większość z nich muszę odpisać w ciągu 7 lub 14 dni w przeciwnym wypadku z mojej winy postępowanie się zamknie. Każda odpowiedź to jest kilka ładnych godzin prawniczego pisma. Dodatkowo raz czy 2 razy w tygodniu jestem wzywany składać jakieś wyjaśnienia, a to Częstochowa, a to Poznań czy Warszawa. A i takie rzeczy jak filmy dokumentalne, spotkania z różnymi urzędnikami, prokuratorami, składanie pism i szukanie wsparcia mediów zajmują dużo czasu i pochłaniają pieniędzy.

Cały swój majątek i oszczędności zużyłem, aby oczyścić swoje imię. To były lata przepychania się ze skarbówką, liczne procesy sądowe i kontrole. Obroniłem się. Teraz przypada pora, aby pozwać urzędników o odszkodowanie, niestety jestm bankrutem.

Niestety muszę wybierać, albo darować 40 milionów odszkodowania, wyjechać z tego kraju i żyć całkiem przyzwoicie, albo zostać i spróbować je wywalczyć, a wtedy nie tylko będę mógł żyć przyzwoicie, ale także zrobić dużo o wiele fajniejszych rzeczy jak np. fundacja, która pomoże takim ludziom jak Ja.

Biegli i prawnicy pomagają mi za procent w odszkodowaniu

Moja sprawa jest naprawdę dobrze udokumentowana. Dysponuje ekspertyzami liczącymi tysiące dokumentów, których przygotowanie kosztowałoby wieleset tysięcy złotych. Eksperci Ci zainwestowali swoje własne pieniądze w ich przygotowanie, a w zamian dostaną udział w odszkodowaniu które dostanę. Gdyby oni nie czuli się pewnie nie inwestowaliby tych pieniędzy w dokumentację.

Podobnie kilka kancelarii prawnych zaproponowało mi, że będą mnie reprezentować zupełnie za darmo, oczywiście w zamian za kolejny udział w odszkodowaniu. Są to poważne kancelarie, które już niejeden raz wygrywały ze skarbem Państwa.

Można, by powiedzieć, że wszystko ładnie piękne, ale na kolejne 3-4 lata procesowania najzwyczajniej nie mam pieniędzy. I to nie chodzi o pieniądze na sam proces, bo tu kancelaria pokryje, ale najnormalniej na takie rzeczy jak dojazd przynajmniej raz w tygodniu do Warszawy, aby móc zapłacić za telefon, czy nawet aby móc dzieciom kupić książki do szkoły. Już kilka lat walczyłem o swoje, wiem że walcząc nie mam jak podjąć pracy.

Moja sytuacja nie jest aż tak trudna. Mieszkamy na wsi, tutaj trudno z głodu umrzeć. Żona pracuje, na skromne życie nas stać, a ja siedzę przy komputerze całymi dniami, odpisuję na pisma i dzwonię. Tak wygląda walka.